Tajemnice II WŚ i inne ciekawostki



Telepatia, percepcja pozazmysłowa, zdalne widzenie, przekazywanie wiedzy z mistrza na ucznia czaszką majów, czaszki przeznaczenia, tajemnicza siła Mana przenosząca ciężkie posągi Moai z wyspy wielkanocnej, włócznia przeznaczenia, to tylko niektóre z dziwnych i niezbadanych tematów, które służą jako obiekty różnych dociekań i badań naukowych. Zjawisko telepatii jako takiej najprawdopodobniej polega na rozszerzonej świadomości i najczęściej dysponują nią bardziej rozwinięte intelektualnie i duchowo istoty pochodzenia pozaziemskiego, ale tego rodzaju zjawisko zdaje się zdarzać także w świecie zwykłych ludzi zamieszkujących obecnie różne miejsca na Ziemi. Często tego typu rozszerzona percepcja właściwa jest przekazom channelingowym, w których nadawca pochodzi z innej rzeczywistości typu planety w innym układzie gwiezdnym, bądź wymiaru, a zwłaszcza przy przekazywaniu wiedzy lub myśli technicznej wyższego lotu. W dawniejszych czasach tego rodzaju okultyzm, kojarzony był z mocami zła i karany był niejednokrotnie bezlitośnie. Jeszcze nie tak dawno w czasach dochodzenia Adolfa Hitlera do władzy w latach 30 - tych XX w. w Niemczech, działały tajne organizacje o nazwie Vril i Thule, są informacje że do obu należał także Hitler. Te tajne organizacje zajmowały się channelingiem, okultyzmem oraz próbowały zdobyć dostęp do sił i możliwości w zakresie budowy maszyn napędzanych tymi siłami, które nawet i dzisiaj jeszcze cały czas mogłyby zadziwić i faktycznie nawet teraz reprezentują one poziom techniczny wyprzedzający obecne realia naukowo - techniczne o setki lat. Chociaż naziści, starali się w obliczu nadchodzącej nieuchronnej katastrofy pod koniec wojny zniszczyć wszelkie ślady technologii nad którą pracowali przez wiele lat, to niektóre dane na ten temat stały się dostępne w relacjach niektórych osób, które widziały naocznie pewne ich doświadczenia z urządzeniami lub ukryły dokumentację daną im do zniszczenia. Rodzaj nieznanej siły z wnętrza ziemi, miał za zadanie napędzać statki kosmiczne kierujące się do gwiazd, aby rozprzestrzeniać ideologie nazistowskie na całą galaktykę. Ten plan jak wiemy się nie powiódł, III Rzesza upadła grzebiąc plany jej założycieli, ale alianci przejęli centra badawcze i spalone archiwa, prawdopodobnie natrafiając na jakieś resztki z prac nazistów nad antygrawitacją i napędem elektrograwitacyjnym. Wiedza, którą posiadały nazistowskie Niemcy była wysoka, naukowcy typu Hansa Colera, pracującego również nad innymi rozwiązaniami Viktora Schaubergera (typu Repulsine) i inni, pracowali m. in. w zakładach AEG Telefunken nad urządzeniem, które nazwano Tachyonator Thule, które miało na celu generowanie pola elektrograwitacyjnego i działało w oparciu o wzajemne powiązanie pola elektrycznego i grawitacyjnego. W oparciu o tego typu udoskonalone urządzenia naukowcy Hitlera byli w stanie budować pojazdy zdolne do lotów kosmicznych (czy odbywały one tego typu loty tego nie wiem) typu Haunebu 1, Haunebu 2, Haunebu 3 oraz największy Haunebu 4 i prawdopodobnie Haunebu 5. Trudno przyjąć do wiadomości to, że nazisci mogli pracować nad tak zaawansowaną technologią dzisiaj po tylu latach, gdzie przez cały powojenny czas rozwinieto jedynie napęd odrzutowy i rakietowy, nie do pomyślenia by było aby współczesni naukowcy pracowali nad napędem elektrograwitacyjnym bez żadnych reperkusji politycznych i społecznych. Jednak były wcześniej informacje, że hitlerowcy przejęli jakiś wrak małego pojazdu kosmicznego, który rozbił się w Niemczech, poza tym dysponowali przekazami channelingowymi transmitowanymi z poza układu słonecznego lub z innego wymiaru. Na podstawie tych informacji byli w stanie skonstruować urządzenia oparte na schłodzonej poniżej temperatury krzepnięcia rtęci, w połączeniu z generowaną próżnią i elektromagnesami i byli w stanie wytworzyc pole elektrograwitacyjne, którego efektem ubocznym było powodowanie przepięć w sieci elektrycznej oraz podczas pracy generatora nie można było włączyć silników w samochodach, odbarwiało także materię organiczną oraz miało wpływ na komórki żywe powodując wytwarzanie się w ich cyloplazmie nieznanego rodzaju kryształów, co w konsekwencji doprowadzało do ich obumierania do formy bezpostaciowej. Działo się tak prawdopodobnie dla tego, że promieniowanie elektrograwitacyjne, jak można przypuszczać, kolidowało z energią biologiczną generowaną przez komórki żywe, wpływając negatywnie na zachodzące w nich procesy życiowe, była to przecież forma energii grawitacyjnej, a subtelna energia grawitacyjna jest prawdopodobnie odpowiedzialna również w komórkach za utrzymanie kształtu całego organizmu, jak i pojedyńczej komórki żywej oraz ma wpływ na przebieg kierunkowego procesu podziału komórkowego oraz przenosi informację pomiędzy komórkami o tym jak mają się rozwijać. Z czasem jednak wypracowali oni metody ograniczenia propagacji najgorszego rodzaju tego promieniowania do formy minimalnej, co umożliwiło konstrukcję maszyn pilotowanych przez pilotów doświadczalnych. W trakcie prac przez pierwszych kilka lat pracy nad elektrograwitacją jedna trzecia z naukowców pracujących nad tą technologią zmarła z powodu napromieniowania energią elektrograwitacyjną. Używali oni także jakichś substancji w niewiadomym celu o nazwie Xerum z oznaczeniem cyfrowym, które umieszczali w centrum działających generatorów pola, które poźniej badali lub stosowali w innych celach, być może chodziło tu o zmienienie parametrów samego pola elektrograwitacyjnego poprzez interakcję z tymi substancjami. Podczas pracy wszyscy nosili ciężkie skafandry osłaniające przed polem emitowanym z generatorów. Kiedy Victor Schauberger po rozmowie z Hitlerem przekonał go do wydelegowania mu pomocy i przekazania laboratorium do prac nad antygrawitacją opartą na działaniu wirów wodnych, przystąpił do prac nad własną formą napędu antygrawitacyjnego, na wyniki nie długo trzeba było czekać. Schauberger opracował napęd o dużej energii bazując na naturalnych zjawiskach antygrawitacyjnych w wodzie i powietrzu. W czasie pracy jego urządzeń otaczały sie one niebieskawą poświatą oraz kilka z jego prototypów tak mocno wystartowało, że rozbiło się o sufit laboratorum, w którym prowadzone były testy. Był on twórcą Repulsine oraz tkz. bączków Schaubergera, jednak po wojnie jako naukowiec został zupełnie zapomniany i zmarł w latach pięćdziesiątych lub sześćdziesiątych.



Innym urządzeniem elektrograwitacyjnym wykorzystywanym w statkach było urządzenie na wyposażeniu statków Vril-1 i Vril-2, było to urządzenie oparte na wysokich prądach (dużym natężeniu i napięciu) i schładzanej poniżej punktu zamarzania rtęci, sercem jednak urządzenia był tkz. dzwon, współtworzył on pole elektrograwitacyjne, które napędzało pojazdy Vril.





Jak już powiedziałem tego rodzaju technologia elektrograwitacyjna nie była obojętna dla organizmów żywych, pole elektrograwitacyjne było śmiertelnie niebezpieczne dla człowieka i innych istot żywych, powodowało koagulację białka, rozkład tkanki białkowej przez nieznanego rodzaju kryształy, które pojawiały się w komórkach pod wpływem pola elektrograwitacyjnego. W późniejszych jednak latach eksperymentów nazistom udało się prawie całkowicie wyeliminować szkodliwość tego pola na organizmy żywe, właśnie dlatego mogli zastosować tą technologię w pojazdach elektrograwitacyjnych. Trudno przyjąć fakt, że tego typu technologia została zaprzepaszczona, bo mogła ona równie dobrze służyć celom pokojowym, gdyby udało się wyeliminować szkodliwość promieniowania i gdyby tylko nie była zaangażowana w działanie trybów hitlerowskiej maszyny wojennej i złej ideologii. Innymi niezbadanymi sprawami naziści również próbowali się zajmować, dlatego również badali pisma typu tybetańskiej księgi umarłych i inne pisma oraz wątki historyczne mające nakierować ich na trop np. włóczni przeznaczenia, czy Św. Graala, by przejąć przypisywane im nadnaturalne właściwości. Podobno udało im się przejąć włócznię przeznaczenia, jednak pod koniec wojny włócznia została skradziona z Austrii i przeniesiona w nieznane nowe miejsce poza III Rzeszą, skutkiem czego III Rzesza przegrała II WŚ. Są to tylko przypuszczenia, jednak zdaje się, że mają one pewne podstawy i potwierdzenie we wcześniejszej historii, a zwłaszcza historii wojen na Ziemi już w erze chrześcijańskiej, a więc po 34 roku n.e. Dzieje historii zataczają różne meandry, jeszcze jakiś czas temu uważano, że starożytne ludy na Ziemi liczące sobie tysiące lat i istniejące dawno przed cywilizacją europejską nie mogły dysponować zaawansowaną technologią. Okazuje się, że dysponowali oni najprawdopodobniej technologią o wiele bardziej zaawansowana pod wieloma względami od obecnej, o czym świadczyć ma m.in. tkz. czaszka przeznaczenia Majów. Według niektórych badań działała ona jak rezonator biopola będący w stanie przekazać wibracje astralne z medytującego nauczyciela na ucznia, tym samym było to urządzenie służące wymianie myśli za pomocą telepatii wspomaganej technologicznie. Inne zagadkowe wątki budowli, przy której wykorzystywane były być może technologie obcych istot przybyłych z innej planety (?) w celu nauczania ludzi i przekazywania im wiedzy naukowej z zakresu geometrii, matematyki, budowy budowli typu piramid i innych obiektów inżynierii i np. przy przenoszeniu ciężkich posągów Moai z wyspy wielkanocnej przy których mogły być wykorzystywane tkz. promienie grawitacyjne (tajemnicza siła mana) w celu transportu ich po wyspie. Tego typu przypuszczenia oparte na przekazach polinezyjskich mieszkańców wysp pacyficznych nie muszą koniecznie być wyssanym z palca mitem, gdyż powszechnie wiadomo, że dojście do pewnej wiedzy np. przez Olmeków w przypadku tkz. Nowego Świata czy innych ludów pracujących przy różnych obiektach budowlanych nie tylko w Polinezji ale także w całym obszarze wybrzeży Oceanu Spokojnego nie mogło odbyć się w sposób polegający na samej percepcji otoczenia, gdyż niekiedy rozmach budowniczych z jakim mamy do czynienia świadczyć może, że korzystali oni albo z danych pozyskanych przez poprzednie zapomniane i wymarłe cywilizacje na Ziemi, bądź cywilizacje pozaziemską, na temat której obecna cywilizacja nie ma żadnych bliższych danych.